Czy Bóg jest programistą, czyli co myślę…

 …o filmie „Zupełnie Nowy Testament” lub o pracy w korporacji? 
Dopuszczam także zupełnie luźną interpretację poniższego przemyślenia.

          
      Otóż już dawniej rozważałem taką pewnie nie nową koncepcję postrzegania Boga jako programisty. Wszystko na to wskazuje, patrząc na łańcuchy zależności oraz zastosowane kodowanie, które z góry determinuje ogólny wygląd i działanie wszystkiego co żywe. Co nieżywe  też być może, ale jeszcze nie zdążyliśmy tego odkryć. Przypatrując się teraz historycznie losom ziemi i człowieka nie sposób odnieść wrażenie, że nasz główny architekt trochę się zagubił i niekoniecznie wie dokąd zmierza. Może to być oczywiście tylko wrażenie, bo jak wiadomo „zwykli ludzie” nie są w stanie zrozumieć programistów, a co dopiero tego głównego.



Jeśli jednak przyjąć koncepcję, że się trochę pogubił to wszystko staje się jasne i przejrzyste. Może czasem nie ogarniać, podobnie jak Bóg z rzeczonego filmu, który zagłębiony we własnym egocentryzmie za nic ma wytwory swojej fantazji. Bo jeśli stworzył to wszystko aby zadawać ból i cierpienie, to naprawdę potrzebujemy odkupiciela.

Rozważałem też inną koncepcję, że jednak projekt od początku był spójny i miał określony cel. Główny Architekt miał wizję całości. Był też otoczony gronem biegłych programistów, z których najlepsi mieli jednak nieco inny pogląd na sprawę i chcieli wprowadzić do całości własne modyfikacje. Niestety… Główny kierownik projektu trzymał się sztywno swojej własnej wizji, a że posiadał siłę sprawczą to natychmiast pozbył się opornych, którzy chcieli modyfikować, a nie kodować realizując jedyną słuszną koncepcję. Pozostali z Nim tylko Ci, którzy nie mając żadnego innego widoku, w sensie woli własnej poza podążaniem za swoim wizjonerem.

Oczywiście jak to w przypadku takich projektów bywa, tak zwane „linie śmierci” z angielskiego „deadlines”, powodowały że nigdy nie było dość czasu na porządne wyczyszczenie kodu, ale było i jest mnóstwo czasu na poprawki. Zawsze można powiedzieć odbiorcy, że był niegrzeczny i źle kliknął i dlatego spotkała go kara. To świetna metoda na przykrycie zaniedbań i własnej ignorancji. Tak to tworzyły się losy ziemian, a na wszystkie nieudane elementy projektu Główny Programista tworzył dodatkowe pułapki, w które łapali się zdezorientowani użytkownicy.

Nie wiadomo też dokładnie, czy Master stworzył Super Users, czy też potworzyli się sami, ale jednak pojawiła się cała masa takich, co twierdzili i twierdzą, iż znają całą koncepcję Architekta i są jego wysłannikami. Rozumieją co miał na myśli i są władni w jego imieniu wybaczać. Odnoszę jednak wrażenie, że skoro „język programowania” jest na tak wysokim poziomie, iż człowiek rozumem (nawet zbiorowy) nie może ogarnąć nawet pojedynczych pod-projektów, to jakiż człowiek może twierdzić, iż rozumie całość koncepcji?

Tu zastosuję małą retrospekcję, ponieważ sądzę że całość mogła wymknąć się spod kontroli jeszcze z innej przyczyny. Mianowicie samodzielni programiści oddaleni siłą z projektu, których liczba kodowa to 666, założyli własną kastę. Stworzyli po cichu mnóstwo mniejszych projektów, które częściowo uzupełniają, czasami dziurawą aplikację, ale też mnóstwo takich, które działają wadliwie i szkodzą projektowi głównemu. Na ich temat wiemy o wiele mniej, bo choć mają swojego przywódcę to nie przeniknęły do nas żadne informacje na temat jego ogólnej koncepcji.




Nie wiemy czy Master Developer kasty 666 miał cały własny projekt, czy raczej jest to jakiś open source? Ponieważ środki masowego przekazu są prawie w całości w rękach Głównego Architekta to musimy przyjąć zasadę, że jest to drugie. Biorąc pod uwagę chaotyczne działanie tejże kasty i niepełne oprogramowanie sprawiające wrażenie braku spójności, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jako takiej ogólnej koncepcji nie ma. Zatem cóż czynić nam małym użytkownikom świata? Ano nic. Przecież bez względu, czy działamy zgodnie z projektem głównym, czy też czasami podeprzemy się programikami open source, to przecież Główny zaprogramował wszystko. Skoro wszystko to również to, że wybierzemy od czasu do czasu jakiś „lewy” programik i skierujemy się na tor, który pozornie wiedzie nas ku lepszemu.

 Oczywiście nie można wykluczyć, że kasta 666 wytwarza całą masę wirusów i innego robactwa, które mają na celu zdeprecjonowanie projektu głównego i spowodowanie zaburzeń w działaniu całej wielkiej aplikacji. Może jednak też być tak, iż tylko dzięki działaniom grupy Master Developera w ogóle wszystko jest znośne i da się żyć.

Odbiegłem nieco od głównego wątku, który się nie przewijał, ale zapowiedziany w tytule domaga się teraz wspomnienia. Otóż film, który zaledwie dni temu kilka obejrzałem na ekranie kinowym, jest pełen takich pytań. Nie wiem czy reżyser miał właśnie to na myśli, ale dla mnie stał się natchnieniem do napisania niniejszego wywodu. Ów film oczywiście. Pełen alegorii sugeruje z początku, iż niczego zrobić nie możemy, gdyż despotycznie nam panujący, jedyne co może nam zaoferować, to zestaw nowych kar, dolegliwości i krzywd. Oczywiście większość z nich tworzymy sami siedząc w zaciszach biur i mieszkań i wymyślając coraz to nowe koncepcje, jakby tu utrudnić życie naszym najbliższym.

Pojawienie się nowego proroka przynosi światu odkupienie i lepsze życie. Nic nie jest pewne i nic nie jest skończone, więc każdy może stać się apostołem i wpływać na losy pozostałych. Odniosłem wrażenie, że reżyser i scenarzysta kierował się koncepcją radykalnej zmiany. Ponieważ świat jak dotąd zły z gruntu rządzony przez mężczyzn nagle nabiera barw. Zarówno Bogini, jak i nowa Proroczka zmieniają ogólną koncepcję i wszystko staje się kwieciście kolorowe i piękne i znikają plagi.

Teraz trochę podsumuję, że skoro na początku przyjąłem koncepcję, iż Bóg jest programistą i on to zaprogramował całość w sposób jaki działało, a po drugiej stronie stoi przywódca kasty 666 to w zasadzie nie ma wielkiego wyboru. Są tylko dwa obozy. Jeden od zarania zaprogramowany na rządzenie światem przez męską cześć populacji, która to koncepcja była uzasadniona w czasach, gdy większe znaczenie miała siła fizyczna, a druga naładowana pierwiastkiem kobiecym, która przebija się gdy świat nie potrzebuje już przemocy aby istnieć. Zatem czy teraz zwycięża obóz open source-owców i czy jest związany z kastą 666? Czy Master Developer  jest kobietą? Nasuwa się tutaj pytanie podstawowe. Kto jest zły?

Myślę, że wszystko zostało stworzone w ten sposób, aby oba te obozy współpracowały ze sobą i wzajemnie się wspierały. Zatem, czy istnieje jeszcze jakiś sponsor projektu większy ponad wszystko, pod którego okiem działają zarówno Główny  Architekt, jak i Master Developer? Którego z nich domeną jest łagodność, a którego walka? Historycznie wygląda to tak, że słowa swoje, a czyny wskazują na odwrotność.

Przyłożę teraz całą tą koncepcję do obecnego mieszania się kultur i migracji ludów. Czy ta światowa unifikacja, to nie jest jakaś współczesna wieża Babel? Czy to zamierzony ruch, czy też błędy oprogramowania? A może wynik działań nie znanych nam jeszcze hackerów?